cyfrowy nomada falassarna

Życie jako cyfrowy nomada

Bycie cyfrowym nomadem staje się coraz bardziej pożądanym stylem życia. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 15 lat będzie nawet 1 miliard osób, które pracują zdalnie i podróżują. Muszę przyznać, że po cichu na to liczę. Już teraz coraz więcej krajów szykuje dodatkowe udogodnienia dla freelancerów, którzy zdecydują się tam po prostu przyjechać. Jednak nawet bez tego jest to bardzo kusząca opcja. Jak zatem wygląda moje życie jako cyfrowy nomada?

Na początek zaznaczę, że nie mam zbyt długiego doświadczenia jako cyfrowy nomada. Wiele jest jeszcze przede mną. Wiem też, że niektóre rzeczy – mimo ciężkiej pracy – przyszły do mnie, bo po prostu miałam szczęście. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Po prostu „stało się”. Dlatego nie zawsze wiem, co odpowiedzieć ludziom, kiedy pytają mnie o wskazówki, jak pracować zdalnie i zacząć być cyfrowym nomadem.

Nie chciałabym też, żeby ten wpis był typowym wyliczeniem wad i zalet lub zachwycaniem się tym, jak super jest być cyfrowym nomadą. Takich wpisów jest mnóstwo, wystarczy wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Radzę jednak czytać je z pewnym dystansem.

Praca z każdego miejsca

Też kiedyś myślałam, że praca zdalna oznacza posiadówki z laptopem w kawiarni, a jeżeli do tego mieszka się na wyspie, kawiarnię zastępują leżak i plaża. Teraz jestem pewna, że te miejscówki dobrze sprawdzają się na instagramowe zdjęcia, ale nie na realną pracę. Owszem, warunki te sprzyjają odpowiadaniu na maile, czytaniu lub wymyślaniu dalszego planu – w takich sytuacjach nawet dobrze jest zmienić otoczenie. Prawda jest jednak taka, że w kawiarni zazwyczaj jest słabe połączenie z Internetem, niewygodne krzesła do siedzenia przez kilka godzin, a inni ludzie hałasują i nie przejmują się tym, że ktoś obok właśnie zarabia na życie i potrzebuje się skupić.

Ja w kawiarni pracowałam tylko dwa razy. Pierwszy raz zmusiła mnie do tego awaria prądu w domu. Za drugim razem miałam po prostu chęć na zmianę otoczenia. Czasami siadam jeszcze na tarasie. Jednak raczej wybieram to miejsce tylko do uczenia się. Odpada też ze względu na swoje położenie – przez pierwszą część dnia jest tam bardzo intensywne światło słoneczne, które utrudnia patrzenie w monitor. Za to najdziwniejszym miejscem, w którym pracowałam, był peron na stacji kolejowej. Większość dni spędzam jednak na kanapie, przy stole w kuchni lub (ostatnio coraz częściej) w łóżku.

Ale kanapa ta, łóżko lub stół w kuchni mogą znajdować się w każdym kraju na świecie lub mieście w Polsce. I to jest piękne. Był w moim życiu taki okres, w którym często robiłam sobie różne wycieczki. Uwielbiałam to, ale byłam ograniczona urlopem. Do tego dochodził stres związany z różnymi losowymi sytuacjami po drodze, które uniemożliwiłyby mi stawienie się następnego dnia na 7 w pracy. Pamiętam też ten żal, kiedy nie mogłam uczestniczyć razem z P. w jakimś wydarzeniu, bo on był w Zielonej Górze, a ja w Polkowicach i mogliśmy widywać się tylko w weekendy.

Nie mam za dużego doświadczenia w korzystaniu z tego dobrodziejstwa. Mieszkałam tylko na Węgrzech i dwa razy na Krecie. Nie zrobiłam nic szalonego, typu trip po Azji lub Ameryce Południowej, ale i tak cieszę się, że w ogóle mogłam to zrobić.

cyfrowy nomada

Nielimitowany czas pracy

Nielimitowany czas pracy jest jednym z największych darów bycia cyfrowym nomadą, jak i jego przekleństwem. Można zacząć pracę o dogodnej dla siebie godzinie, zrobić sobie przerwę w trakcie, aby pozałatwiać ważne sprawy, pójść na spacer lub po prostu napić się w spokoju dobrej kawy. Z tych dwóch ostatnich rzeczy staram się korzystać często, zwłaszcza w miesiącach, w których dosyć szybko robi się ciemno na dworze. Nie mam też wyrzutów sumienia, gdy zagadam się rano z P. i zaczynamy pracować nieco później.

Nielimitowany czas pracy może też niestety oznaczać, że jesteś w niej ciągle – fizycznie lub myślami. Niekiedy też można zgubić motywację do działania lub nagiąć narzuconą sobie dyscyplinę. Wtedy siada się do komputera rano, a wstaje dopiero tuż przed pójściem spać z poczuciem, że i tak nie zrobiło się wszystkiego – i to nie przez nadmiar obowiązków. Mam takie dni i bardzo ich nie lubię, dlatego staram się wymyślić optymalne rozwiązanie (większa wydajność, ale bez konieczności spinania się).

Ważna jest także kwestia urlopu. To nie jest tak, że można któregoś dnia obudzić się i stwierdzić „dzisiaj nie pracuję, idę na plażę i będę korzystać z życia”. Podejrzewam, że są tacy szczęściarze, ale to zdecydowana mniejszość. Ja mam z góry ustalone obowiązki na dany dzień i terminy, których nie mogę (i nie chcę) zawalić. Jeżeli chcę mieć wolne, to muszę popracować więcej w inne dni. Mogę też powiedzieć klientowi, że wtedy i wtedy mnie nie ma, ale to zwykle przekłada się na moją wypłatę.

Z daleka od turystycznego zgiełku

Możliwość oglądania miejsc, kiedy nie ma w nich turystów, jest cudownym doświadczeniem. Nie wiem, czy zachwyciłabym się tak Kretą, gdybym przyjechała tutaj na wakacje. Okej, w jakimś stopniu na pewno tak, ale miałam okazję zobaczyć piękne, puste plaże i to, co stało się z nimi, gdy rozłożono tam leżaki i parasole.

cyfrowy nomada na balos

Potrzeba stabilizacji

Potrzeba stabilizacji zaczyna pojawiać się u mnie coraz częściej. Przede wszystkim chodzi o posiadanie stałego miejsca. Takiego, które naprawdę będzie moje. Do którego będę mogła wracać. Na razie nie możemy sobie na to pozwolić, chociaż dużo o tym rozmawiamy. Kiedyś znajoma powiedziała nam, żebyśmy zawsze mieli przy sobie swój kubeczek. To naprawdę pomaga poczuć się jak w domu.

W pewnym momencie pojawia się przyzwyczajenie, które powoduje, że bardzo trudno jest ruszyć dalej. Tak było w lipcu, kiedy pierwszy raz opuszczaliśmy Kretę. Pojawiła się wtedy taka tęsknota za czymś, co nigdy nie wróci. I coś w tym jest – jestem tutaj ponownie, w tym samym domu, ale jest jakoś inaczej i nie potrafię tych różnic dokładnie wskazać. Do tego dochodzi też brak bliskich osób. To chyba oczywiste, że telefony nie potrafią w żaden sposób zastąpić realnych kontaktów.

Umiejętność odnalezienia się w różnych sytuacjach

Jako cyfrowy nomada muszę umieć odnaleźć się w różnych sytuacjach. Różne wpadki zdarzają się nawet wtedy, gdy ma się ściśle ustalony plan i przerobione w głowie milion scenariuszy tego, co może się stać. Może to być: zakaz wjazdu na teren jakiegoś państwa, awaria samochodu, powódź w domu i inne rzeczy, których załatwienie w Polsce nie stanowi żadnego problemu, za to w innym kraju może już nie być takie oczywiste. Do tego dochodzi coś, czego nikt się nie spodziewał – pandemia, która całkowicie zmieniła funkcjonowanie świata. To wszystko jest do przejścia. Nie można się tylko poddać.

Podsumowanie

Uwielbiam żyć jako cyfrowy nomada. Dobrze się w tym odnajduję i czuję, że w końcu znalazłam coś dla siebie. Staram się jednak cały czas pamiętać, że taki styl życia ma nie tylko zalety, ale też wady. Z przymrużeniem oka podchodzę do wpisów, które są pieśniami pochwalnymi pracy zdalnej i podróżowania. Trzeba też pamiętać, że nie każdy się do tego nadaje i nie każdy chce. Nie uważam, że osoba, która woli pracować w korporacji lub gdziekolwiek indziej na etacie, powinna czuć się z tego powodu gorsza. Jeżeli jednak po cichu wzdycha i marzy o zostaniu cyfrowym nomadą, mam dla niej jedną radę: nie bój się spróbować.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *