O tym, że wyjedziemy wiedzieliśmy już w momencie, w którym zdecydowałam się zostawić pracę w zawodzie i zacząć zarabiać w inny sposób. Dzięki przebranżowieniu się zyskałam możliwość pracy zdalnej. A to oznaczało, że będę mogła być w dowolnym miejscu na świecie, jeżeli tylko jest tam znośne połączenie z Internetem. To był ostateczny argument, dzięki któremu odważyłam się zanieść wypowiedzenie. I w chwili, w której to zrobiłam poczułam nieopisaną ulgę i uczucie wolności. Ale też dziwne podekscytowanie pomieszane z lekkim stresem. Od tej pory wszystko miało się zmienić – miejsce zamieszkania, praca, tryb życia i patrzenie w przyszłość nie dalej, niż rok.

Bo właśnie rok daliśmy sobie na dopracowanie wszystkich szczegółów i wyjazd. Musieliśmy spełnić cztery warunki: ustabilizować swoją sytuację zawodową, uzbierać wystarczającą ilość pieniędzy, kupić samochód i przygotować go do wyjazdu. Właściwie spełnienie pierwszego, naturalnie pociągnęło za sobą kolejne. Mimo że kosztowało to czasami więcej, niż wszystkie pieniądze świata. No bo jak wycenić swój wolny czas, konieczność częstego wychodzenia ze strefy komfortu lub odmawianie sobie czegoś. To było (i nadal jest) ciągłe uczenie się i praca nad sobą.

Zmiana pracy

Po studiach zaczęłam pracować w przychodni. Na początku praca sprawiała mi przyjemność. Trafiłam na dobry zespół i brałam udział w ciekawym projekcie. Jednak z czasem coś zaczęło się zmieniać – przeniesiono mnie na inne stanowisko, coraz częściej musiałam zostawać po godzinach (oczywiście bezpłatnych) i mierzyć się z problemami, które nie do końca należały do moich obowiązków. Im bardziej nie zgadzałam się na pewne warunki, tym większą presję wywierały na mnie przełożone. Doszło do tego, że przez cały czas byłam tak zestresowana, że nie potrafiłam już normalnie funkcjonować. Czułam się źle, ale jednocześnie nie potrafiłam nic z tym zrobić.

W tym czasie dużo rozmawialiśmy z P. o zmianie pracy i coraz bardziej podobał mi się pomysł pracy zdalnej. Ale wszelkie myśli na jej temat odpędzałam od siebie tak szybko, jak tylko się pojawiały. Myślę, że paraliżował mnie strach i brak wiary w to, że się uda. Poza tym nie wiedziałam, co mogłabym robić. Skończyłam pielęgniarstwo, ale przecież robienie zastrzyków i opatrywanie ran przez Internet nie jest możliwe. Nie miałam też wystarczającej ilości pieniędzy, żeby zainwestować w naukę czegoś nowego. I tak czas mijał, a we mnie narastała frustracja.

Praca moich marzeń

zmiana projekt południeKtóregoś razu P. założył mi prostą stronę na WordPressie, na której pisałam dla samej siebie artykuły na różne tematy. Tak wyklarował mi się pomysł założenia portalu dla studentów pielęgniarstwa. Zaczęłam też interesować się pozycjonowaniem, skończyłam nawet internetowy kurs SEO. Po pewnym czasie odważyłam się odpowiadać na ogłoszenia ludzi, którzy potrzebowali usług copywritera dla swoich firm. Szło różnie, ale bardzo mi się podobało. Swoje pierwsze pieniądze z pisania zarobiłam, opisując czajniki i kawiarki dla jednego ze sklepów internetowych. Zarobiłam nieco ponad 300 zł. Nieźle, ale wciąż o wiele za mało, żeby się z tego utrzymać.

Nowych zleceń brakowało, a ja znowu przestawałam wierzyć, że moja sytuacja ulegnie zmianie. Pamiętam, że tamtego wieczoru dałam sobie ostatnią szansę i wysłałam zgłoszenie do agencji content marketingowej. Akurat potrzebowali osoby z wykształceniem medycznym. Praca zdalna, nie najgorsze warunki. Odpowiedź przyszła z samego rana. Pozytywna. Odebrałam to jako znak. Tego samego dnia napisałam wypowiedzenie z pracy w przychodni. Nosiłam je w torebce jeszcze przez tydzień zanim zdecydowałam się zostawić je w sekretariacie.

Jedna zmiana pociąga za sobą kolejną

Przez kolejny miesiąc pracowałam na dwie zmiany w przychodni, a cały wolny czas poświęcałam na zlecenia z agencji i szukanie kolejnych zleceń. To nauczyło mnie planowania sobie czasu. Wbrew pozorom nie jest łatwo pracować z domu. Trzeba umieć oddzielić życie zawodowe od prywatnego, a spanie, pracowanie i chillowanie w jednym pomieszczeniu tego nie ułatwia. Poza tym w domu zawsze jest coś do zrobienia. Na dłuższą metę nie każdy się w tym odnajduje. I nie musi, mimo wszystkich zalet takiego stylu życia.

Zmiana pracy dała mi nowe możliwości. Jedną z nich było zamieszkanie razem z P. w Zielonej Górze. Właśnie tam, kilka tygodni po przeprowadzce zdecydowaliśmy o wyjeździe na południe. Mimo że bardzo tego chciałam i starałam się ze wszystkich sił, na początku nie traktowałam tego poważnie. Myślałam, że to kolejna rozmowa z tych „Fajnie by było, kiedyś pojedziemy…”. Dobrze, że ustaliliśmy sobie konkretną datę. Nie jestem pewna, czy udałoby nam się w końcu wyjechać, gdyby nie to. Zawsze przecież mogliśmy czekać aż uzbieramy więcej pieniędzy, a nasza sytuacja będzie lepsza.

Z perspektywy czasu

Zmiana pracy nigdy nie jest łatwa. Zwłaszcza, gdy na swoje własne życzenie rezygnujesz z wielu przywilejów, które daje zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę: ubezpieczenia zdrowotnego, pewnej pensji, płatnego urlopu i innych tzw. świadczeń socjalnych. Przez długi czas zastanawiałam się, czy nie zwariowałam, rzucając się na głęboką wodę. Przecież praca na własny rachunek to nie jest przesiadywanie z laptopem w kawiarni nad kubkiem latte, ale nowe obowiązki i konieczność włożenia ogromnego wysiłku – najpierw w to, aby nie chodzić głodnym, a później w to, aby się rozwijać.

Do tej pory ani razu nie żałowałam swojej decyzji. Owszem, były trudniejsze momenty i nadal się zdarzają. Praca zdalna dała mi jednak mnóstwo możliwości, o których nawet nie zdawałam sobie sprawy. To przede wszystkim wolność, której nigdy nie oddam w zamian za przywileje etatu. Wiem, że jestem szczęściarą, bo mogę być tu, gdzie jestem.

zmiana Projekt Południe