Pécs

Spacer po Pécs

Długo zastanawiałam się, co napisać o Pécs. Kilka razy zmieniałam ten tekst. Dodawałam ciekawostki i ważne fakty historyczne. Pragnęłam ze wszystkich sił przybliżyć czytelnikowi to miasto. Chciałam, żeby z tekstu jasno wynikało, dlaczego nie mogę przestać myśleć o tym miejscu – położonym gdzieś na południu, na zboczach gór, o którym niewiele osób (w tym ja) w ogóle kiedykolwiek słyszało. Jednak zdałam sobie sprawę z tego, że gdyby ktokolwiek zapytał mnie o to, co można zwiedzić w Pécs, bez zastanowienia wysłałabym go na spacer. I właśnie na taki spacer zabieram też w tym wpisie.

W węgierskim Pécs zamieszkaliśmy przed przyjazdem na Kretę. Nigdzie nam się nie spieszyło, dlatego zostaliśmy tam na cały październik. Jest to typowe studenckie miasto, położone na południu, w pobliżu znanego rejonu winiarskiego Villany. Nie ma w nim za dużo turystyki, ponieważ wojna w Jugosławii sprawiła, że ruch turystyczny został tam bardzo mocno ograniczony. Zaczęło się to zmieniać dopiero 10 lat temu. Klimat miasta jeszcze sprzed tego czasu można podejrzeć u mojego ulubionego Roberta Makłowicza.

Plac Széchenyiego

Apartament, w którym zatrzymaliśmy się na cały miesiąc, mieści się w kamienicy na Szent Mór utca przy głównym placu. Dlatego każdy mój spacer zaczynał się od starówki. Właściwie gdziekolwiek nie szłam, specjalnie starałam się przejść po głównej ulicy –Király. Jest ona bardzo długa, a po obu jej stronach znajdują się kawiarnie i knajpki. Zapach świeżo mielonej kawy, kamienice, gwar studentów i uliczni grajkowie, charakterystyczny starszy pan, który sprzedawał kosze. Chyba nigdy by mi się to nie znudziło. Nawet, gdybym została w Peczu na stałe.

Z ulicy Király wchodzi się prosto na Plac Széchenyiego (tak naprawdę w jego stronę biegnie jeszcze 12 innych ulic). W średniowieczu był tu targ miejski. Obecnie jest to miejsce spotkań, przerwy na kawę i wieczornego wina. W samym centrum znajduje się jeden z najbardziej charakterystycznych budynków w Peczu, czyli meczet Gazi Kasima Paszy, który teraz funkcjonuje jako kościół katolicki. Prowadzą do niego schody, na których można usiąść i poczytać książkę lub po prostu obserwować, co dzieje się na placu. Zawsze jest tutaj pełno ludzi, bez względu na porę dnia.

Pecs

Ze schodów przy meczecie warto zejść w dół. Zaraz po lewej stronie jest ratusz, który robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza, gdy jest oświetlony. Ale zaraz za nim jest coś, co spodobało mi się chyba najbardziej na całym placu Széchenyiego – Pałac Loranta, który w rzeczywistości nie jest żadnym pałacem, a po prostu kamienicą. Od przodu wydaje się niewielka, widać tylko jej róg, a na dole jest apteka. Ale wystarczy przejść się wzdłuż jednej ze ścian, aby przekonać się, że budynek jest ogromny, potężny, z dużymi oknami i pięknie zdobioną fasadą. Uwielbiałam na niego patrzeć i wyobrażać sobie, że właśnie w nim mieszkam.

Po prawej stronie od Meczetu Gazi Kasima Paszy stoi gimnazjum, a także Urząd Komitacki. Nie ma drugiego tak bogato ozdobionego budynku na placu Széchenyiego. Wszystkie ceramiczne ozdoby, które się na nim znajdują zostały wykonane w miejscowej fabryce Zsolnay. W jego sąsiedztwie znajduje się kilka kamienic, które zachwycają swoim wyglądem. Są piękne, a jednocześnie potężne. Za każdym razem, gdy na nie patrzyłam, odkrywałam nowy szczegół – klimatyczne drzwi, rzeźbione zdobienia pod dachem, nietypowy balkon.

Idąc w dół, warto pokusić się o skręcenie w jedną z licznych uliczek. Zwykle wśród nich kryje się jeszcze więcej kamienic, sklepiki z pamiątkami, kawiarnie, restauracje lub piekarnie z pysznymi wypiekami. Na Placu Széchenyiego można się zgubić, ale jest to całkiem przyjemne doświadczenie. Ja uwielbiałam kręcić się, błądzić, zastanawiać się, czy byłam tu kiedykolwiek wcześniej.

pecs

Za placem Széchenyiego

Za Meczetem można pójść w lewo, jeżeli chce się dojść do Katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła (Pécsi Bazilika). Ma ona charakterystyczny biały kolor, cztery wieże i jest wybudowana w stylu romańskim. Za nią znajdują się posągi wszystkich dwunastu apostołów, a tuż pod nią wczesnochrześcijańskie katakumby, do których można wejść. Niestety, sama katedra akurat w październiku i listopadzie była zamknięta z powodu remontu. Nie lubię zwiedzać kościołów, ale trochę żałuje, bo jej wnętrze jest naprawdę ciekawie i bogato zdobione. Spod katedry warto odbić  trochę w lewo, przejść się obok fontanny i zobaczyć Barbakan. Przy nim znajduje się ulica Stefana Batorego, taki miły polski akcent.

Zdecydowanie trzeba też oddalić się od starówki i wejść głębiej w miasto. Tam, gdzie są zwykłe ulice, sklepy, bloki, szpitale. Po paru krokach można odnieść wrażenie, że jest się w zupełnie innym miejscu. Może nie tak ładnym, ale mającym taką samą atmosferę. Na szczególną uwagę zasługuje dworzec kolejowy. Poszliśmy tam wieczorem, właściwie tylko po to, żeby zmienić trasę codziennych spacerów i zobaczyć, dokąd możemy pojechać pociągiem z Peczu. Sam dworzec znacząco odbiega standardem od stacji, które oglądaliśmy w Polsce. Wiele do życzenia pozostawiały też lokomotywy i wagony – kiedy to widzieliśmy, zaczęliśmy doceniać PKP. Jednak duże wrażenie robi sam budynek dworca. Został otworzony w 1898 roku i chyba poza powieszeniem tablic z aktualnym rozkładem – nic się w nim nie zmieniło.

katedra Pécs

Pécs widziany z góry

Od meczetu w prawo można dojść na dwa punkty widokowe. Te najbliżej centrum, bo kawałek dalej jest ich tylko więcej – trzeba wiedzieć, że Pecz daje niepowtarzalną okazję obejrzenia go z góry z niemal każdej strony i wysokości. Pierwszy z nich to Calvary Hill. Niewymagające wejście, kilka schodów i Nyolc Boldogság kilátóterasz, czyli taras widokowy, z którego można zobaczyć starówkę. Nieco dalej jest Church of Our Lady of the Snows (Havas Boldogasszony-templom). Tutaj jest bardziej stromo, ale to, co można zobaczyć, wynagradza cały trud. Ze wzgórza dobrze jest zejść drugą stroną, prosto w ruiny Tettye, renesansowego pałacu, a stamtąd powoli już powoli na starówkę (zadzierając głowę wysoko i podziwiając budynki nad wystające nad głową).

Ale z Tettye nie trzeba wracać na starówkę. Można iść dalej, prosto na osiedle domków jednorodzinnych. Jaki stamtąd jest widok! Uwielbiałam wyobrażać sobie, jak stoję na jednym z tarasów i piję poranną kawę. Za każdym razem wybierałam inny dom. Gdzieś pomiędzy nimi jest kolejny punkt widokowy (można znaleźć go w Google pod hasłem French Memorial). Nieco dalej znajduje się pomnik Nike zaprojektowany przez Markisza Agamemnona w 1975 roku. Statua była początkowo upamiętnieniem 4 kwietnia 1945 roku (nazywano ją wówczas Pomnikiem Wyzwolenia), jednak po zmianie ustroju zyskała obecną nazwę. Do Nike można dojść spacerem (nie jest wyczerpujący i trwa może 30 minut ze starówki), podjechać autobusem lub samochodem. W październiku jest to idealne miejsce do obejrzenia wschodu słońca, co polecam z całego serca.

Pecs wieczorem

A za miastem…

Nad miastem unosi się charakterystyczna wieża telewizyjna – TV-torony. Czasami ma się wrażenie, że jest ona z każdej strony miasta. W dzień trochę straszy, za to wieczorem rozświetla się wszystkimi kolorami, co nawet ma swój urok. Może stanowić też ciekawą opcję na spacer, kiedy pojawi się (złudne) uczucie, że wszystkie uliczki w Peczu są już nam doskonale znane.

Żeby dojść do TV-torony z miasta, trzeba kierować się na ZOO, a stamtąd już wejść na szlak. Droga jest naprawdę dobrze oznaczona, dlatego zgubienie się tam to wyczyn. W niektórych momentach jest stromo i sporo pod górkę, jednak nie trzeba być sportowcem, żeby tego dokonać (jestem chodzącym przykładem). W nagrodę dostajemy ciszę, spokój, las i piękne widoki.

TV-torony to najwyższy budynek na Węgrzech. Ma wysokość 197 metrów i usytuowana jest na szczycie Misiny (535 metrów nad poziomem morza), jednej z gór pasma Mecsek. Za 1100 forintów na osobę można wjechać na taras widokowy, który znajduje się na 75 piętrze. Pod nim jest restauracja serwująca obiady, desery i kawę. Ja po wyczerpującej wycieczce nie mogłam odmówić sobie kawałka brownie i mrożonej kawy. Nie wiem, czy były naprawdę pyszne, czy to widok zza okna potęgował ich smak. Zaskoczył mnie fakt, że restauracja w TV-torony ma niskie ceny (jak na miejsce typowo turystyczne). Przyjemność nie kosztowała wcale więcej niż w kawiarniach na starówce.

tv-torony Pécs

W Peczu można znaleźć mnóstwo naprawdę ładnych i interesujących miejsc, muzeów, placów, uliczek, kościołów, meczetów, łaźni (a raczej pozostałości po nich), kawiarni. Żeby zwiedzić wszystkie najważniejsze miejsca, spokojnie wystarczy weekend. Przy dłuższym pobycie warto pokręcić się bez celu. Zaptałam właśnie P., co jeszcze trzeba zobaczyć w Peczu. Odpowiedział: „Nic nie trzeba, tam wszędzie jest pięknie”. Zrozumie to chyba tylko ten, kto był.

pecs

peczpecztv-torony

widok pecznike pecs

 

Related Posts

2 thoughts on “Spacer po Pécs

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *