samochodem na Kretę

Samochodem na Kretę

Wyjazd samochodem na Kretę nie wydawał mi się zbyt dużym wyzwaniem. Prawdopodobnie z tego powodu, że jechałam tam z osobą, która wcześniej już pokonała tę trasę. Jasne, stresowałam się tym, co może się wydarzyć, bo przecież na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Starałam się jednak nie przyciągać złego. Traktowałam to jak przygodę i etap konieczny do tego, żeby doświadczać nowego. Trasę między Polską a Kretą pokonaliśmy łącznie 3 razy, na różne sposoby.

Odległość między Zieloną Górą a Kretą wynosi 2542 km, co Google szacuje na 33 godziny jazdy. Oczywiście trzeba doliczyć jeszcze przystanki, oczekiwanie na prom, czas na dłuższy odpoczynek. Dla porównania taka sama podróż samolotem trwa około 3 godziny. Jest też zdecydowanie tańsza i mniej męcząca. Odczułam to dopiero teraz, podczas drugiej przeprowadzki na wyspę – obostrzenia związane z koronawirusem naprawdę potrafiły dać w kość. I to nawet po pokonaniu większości drogi, na kilka godzin przed wejściem na prom.

Samochodem na Kretę przez Serbię i Macedonię

Naszą pierwszą podróż samochodem na Kretę odbyliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię i Macedonię. Z czterech powodów. Po pierwsze: jest to najszybsza trasa i w miarę tania – opłaty za autostrady nie są aż tak wysokie, a nocleg na trasie też kosztował grosze. Po drugie: jednym z naszych przystanków był Pecz na Węgrzech, gdzie spędziliśmy aż miesiąc. Po trzecie: postanowiliśmy zrobić sobie mału urlop w Bieszczadach. I po czwarte: od jakiegoś czasu P. obiecał mi najlepszą (i chyba największą) pizzę – muszę przyznać, że miał rację, dlatego zostawiam namiary.

Przejazd przebiegł bez większych niespodzianek. No, może poza jedną. Zostaliśmy zatrzymani przez straż graniczną na granicy serbsko-macedońskiej. Powodem były niezgodności w papierach, brak ubezpieczenia (które było). Strażnik rozłożył ręce, powiedział, że nie może nas wpuścić na teren kraju. Była już prawie noc, jedyne o czym marzyliśmy to położyć się spać (mieliśmy wykupiony nocleg na południu Macedonii) i naprawdę nie było już czasu na zmianę trasy. Do tego P. został poproszony do budki, a ja sama w obcym kraju siedziałam w samochodzie i nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Ostatecznie, strażnik zasugerował nam jeden sposób na przekroczenie granicy. Można się tylko domyślać, co kryło się pod „lubię dobrą kawę, myślę, że się dogadamy”. Miał rację, dogadaliśmy się. Później trochę czytaliśmy na ten temat. Nie byliśmy jedyni i pewnie jeszcze długo nie ostatni.

W Macedonii zatrzymaliśmy się na nocleg właściwie przy samej granicy z Grecją. Miejscowość nazywa się Bogurodzica. Za pokój z aneksem kuchennym, własną łazienką i parkingiem zapłaciliśmy tylko 20 euro. Było czysto, dosyć ładnie, ciepło, a właściciele to przemili ludzie. Niestety, byliśmy tam zaledwie kilka godzin, ponieważ musieliśmy wyruszyć już z samego rana, aby zdążyć na prom z Aten na Kretę.

Do portu w Souda wpłynęliśmy zaraz po 6 rano. Chyba za bardzo nie mogłam uwierzyć, że to wszystko stało się faktem, bo pamiętam wszystko, jak przez mgłę. Wiem tylko, że było jeszcze ciemno, powietrze było ciepłe, a wyspa pachniała oliwkami. To był dzień, w którym absolutnie wszystko było dla mnie nowe.

samochodem na Kretę

Samochodem na Kretę przez Włochy

Wymyśliliśmy sobie powrót na wyspę w czasie, gdy pandemia nabierała drugiego rozpędu. Zanim wyjechaliśmy sporo krajów zdążyło się już „zamknąć” lub wprowadzić dodatkowe obostrzenia. Niemożliwe było przejechanie przez Serbię, Macedonię, ani nawet Albanię z powodu zamkniętych granic. Otwarte było jedynie przejście graniczne w Bułgarii. Wymagano jednak zaświadczenia o negatywnym wyniku testu na koronawirusa oraz wprowadzono dzienny limit osób, które mogą wjechać na terytorium Grecji. Nie ważne, jak byśmy się starali, nie zdążylibyśmy zrobić testu, odebrać wyniku i dojechać w kilka godzin do Bułgarii.

Podróż samochodem na Kretę pozostawała pod znakiem zapytania. W pewnym momencie nagle mnie olśniło – przecież jest jeszcze granica włosko-grecka. Okej, wyjdzie drożej, dłużej, ale w ogóle wyjdzie, a przy okazji odwiedzimy jeszcze znajomych w Lipsku.

Prom odpływał z Brindisi, które jest właściwie na samym południu Włoch. Dlatego zdecydowaliśmy się na nocleg mniej więcej w połowie kraju, czyli Padwie. Niestety, zabrało nam czasu na zwiedzanie, za to mogliśmy cieszyć się smakiem prawdziwej włoskiej pizzy (z restauracji prowadzonej przez Chińczyków). Wykąpani i najedzeni wzięliśmy się za wypełnianie formularza PLF, na podstawie którego mogliśmy zostać wpuszczeni do Grecji. Ogromnym zaskoczeniem była dla nas informacja, że przekraczając granicę drogą morską także musimy mieć zaświadczenie o negatywnym wyniku testu – niestety polska ambasada i MSZ zawiodły, konieczne było kombinowanie.

Po wyjściu z promu (płynęliśmy 18 godzin) nie zostaliśmy skierowani na testy. Mogliśmy jechać dalej, prosto do pierwszej otwartej kawiarnii. Z całym szacunkiem do wszystkich krajów, ale nigdzie nie piłam tak dobrej kawy, jak w Grecji. Jej smak wynagrodził nam ciężką przeprawę przez Włochy. Okej, myśleliśmy, że na Krecie widzieliśmy już wszystko, jeżeli chodzi o styl jazdy samochodem. Wyzwanie, aby udowodnić nam, że jest inaczej, podjęli Włosi. Nie wiem, czy bardziej modliłam się o to, aby nic nie stało się nam, czy im.

do grecji przez wlochy

Samochodem z Krety do Polski przez Bułgarię i Rumunię

Przez Bułgarię i Rumunię nie jechaliśmy samochodem na Kretę, tylko w drodze powrotnej do Polski. Powody były dwa – zamknięte granice oraz pies. Serbia i Macedonia nie należą do Unii Europejskiej, dlatego zwierzę domowe poza paszportem musi posiadać też certyfikat o poziomie przeciwciał. W związku z tym, że adoptowaliśmy go pod koniec maja, a badanie tego typu można wykonać tylko w wyznaczonym laboratorium – nie zdążylibyśmy otrzymać wyniku. W przypadku Rumunii i Bułgarii nie są wymagane żadne dodatkowe zaświadczenia.

Nasz znajomy, który pochodzi z Rumunii, poradził nam, abyśmy pod żadnym pozorem nie przejeżdżali tamtędy w nocy. Dlatego musieliśmy zatrzymać się na przymusowy nocleg w Bułgarii. Za 20 euro dostaliśmy dwupokojowy apartament z ogromną kuchnią, a do tego rano czekało na nas śniadanie i kawa. To niesamowite, zwłaszcza, że za tą samą cenę w Czechach dostaliśmy malutki pokój w hostelu, z tak brudną łazienką, że nie odważyliśmy się wziąć prysznica.

Droga przez Bułgarię i Rumunię ciągnie się bez końca, a na horyzoncie nic nie widać. Nie ma też za bardzo punktów, w których można zatrzymać się, aby coś zjeść. Zabawne było to, że im bardziej na północ, tym nie tylko lepsze drogi, ale też więcej restauracji, parkingów, MOPów. Można powiedzieć, że jest wyraźna granica między Polską, a resztą krajów, przez które przejeżdżaliśmy.

Ta podróż była najmniej spokojna. Najpierw wypadek motocyklisty w Bułgarii (tylko my poczuliśmy się do tego, aby mu pomóc), później wypadek na Węgrzech, stanie w naprawdę okropnym korku, a na koniec jeszcze awaria świateł w Fordzie. Prawie po ciemku, ale udało nam się dojechać do Brna, gdzie mieliśmy nocleg. Ostatecznie osobom, które zamierzają się wybrać samochodem na Kretę polecamy przejazd przez Serbię i Macedonię. Dobrze jednak, że są alternatywy.

samochodem na Kretę

Promem na Kretę

Wiele osób pyta także o to, jak wygląda kwestia dostania się na Kretę promem. Nie ma w tym nic trudnego, wystarczy dostać się do portu w Piraeus (Ateny). Bilety można kupić w budce przez odpływem lub zarezerwować wcześniej przez internet. Druga opcja jest dużo bardziej bezpieczna, zwłaszcza, gdy zależy nam na kabinie – my potrzebujemy kabinę dostosowaną dla zwierząt, dlatego rezerwacja online jest dla nas jedyna opcją.

Gdy płynęliśmy promem na Kretę po raz pierwszy, nie zarezerwowaliśmy kabiny ani siedzeń. `Mieliśmy tylko bilet na deck, co oznaczało, że całą noc możemy spędzić na zewnątrz, w barze, restauracji lub na korytarzu. Wzięliśmy ze sobą śpiwory i około północy zrobiliśmy to, co większość – znaleźliśmy ustronne miejsce i położyliśmy się spać na podłodze. Jest to najtańsza opcja, chociaż – wiadomo – najmniej wygodna. Byli tacy, co się krępowali, jak i tacy, dla których wydawało się to całkowicie normalne. Prom płynie na Kretę ok. 9 godzin, czyli całą noc.

Z racji tego, że kolejne razy płynęliśmy już promem na Kretę z psem, byliśmy zmuszeni zarezerwować kabinę. O mamo – może płaci się więcej, ale jest to taki komfort (prawie luksus), że chyba nigdy już nawet nie wezmę pod uwagę innej opcji. Dostępne są kabiny współdzielone z innymi pasażerami lub takie, w których można być samemu. Każda z nich ma swoją łazienkę z toaletą i prysznicem. Czas na promie można spędzać na wiele sposobów. Otwarte są bary, restauracje, kasyna, a na niektórych spotkać się można nawet z dyskoteką lub kinem. Ja wybieram coś zjeść, posiedzieć chwilę na zewnątrz, a później po prostu iść spać – wbrew pozorom naprawdę można odpocząć.

Mieliśmy okazję płynąć już z trzema firmami. Z usług Anek i Blue Star Ferries korzystaliśmy, aby dostać się z kontynentu na Kretę. Rejs Włochy-Grecja obsługiwał Grimaldi Lines. O ile do tych dwóch pierwszych tak naprawdę nie mam zastrzeżeń, tak trzeci przewodnik cały czas zaliczał wpadki. Wniosek: odkładam pieniądze, aby nie musieć już korzystać z ich usług (a tani i tak nie byli).

prom na Kretę

 

prom na kretę

prom na kretę

Related Posts

2 thoughts on “Samochodem na Kretę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *