BLOG, KRETA, MIEJSCA

Psiloritis. Na dachu Krety

Na Psiloritis weszliśmy na ostatnią chwilę – dosłownie! Kilka dni po naszej wyciecze na szczycie leżał już śnieg. Mogliśmy domyślać się zmiany pogody po okropnym wietrze, który towarzyszył nam tego dnia. Wiało tak mocno, że co chwilę musieliśmy przerywać wędrówkę i kłaść się na ziemi. Nie było to ani trochę przyjemne, ale widoki i satysfakcja wszystko wynagradzały. A poza tym – w porównaniu do Gigilos w Lefka Ori – Psiloritis to spacerek.

Psiloritis – najwyższy szczyt Krety

Psiloritis znajduje się w Górach Idajskich. W słonecznie dni bez dustu można zobaczyć jego szczyt, patrząc w stronę Retymno. Szczególne wrażenie robi, gdy jest pokryty śniegiem. Wydaje się być jeszcze wyższy i jeszcze potężniejszy. W sumie właśnie od tego góra wzięła swoją nazwę, bo w języku greckim ψηλός oznacza wysoki.

Psiloritis to najwyższa góra na Krecie (i w Grecji w ogóle, biorąc pod uwagę prominencję topograficzną). Ma 2456 m.n.p.m. Na szczycie znajduje się kamienny kościółek, do którego w sierpniu odbywają się pielgrzymki. Jest tam też słynny dzwon, przy pomocy którego można ogłosić światu wejście na Psiloritis.

Góra Psiloritis to ważne miejsce ze względu na mitologię. Według niej to właśnie tam Zeus został schowany przed Kronosem. W tym paśmie górskim znajduje się Jaskinia Nida, w której nimfy wychowywały greckiego boga. Dawniej było to też miejsce kultu, w którym proszono o przychylność Zeusa (podobno robił to sam król Minos). No ale, nie jest ona tak majestatyczna jak Jaskinia Zeusa za Heraklionem, dlatego też nie przyciąga wcale takich tłumów.

Dużo czasu spędziłam w Lefka Ori. Dlatego sam krajobraz Gór Idajskich był dla mnie zupełnie inny. Taki bardziej surowy. Jednocześnie Psiloritis zapraszał na górę i roztaczał do siebie wyraźną ścieżkę – w odróżnieniu od Gigilos, które, chociaż niższe, wydaje się bardziej nieprzyjazne.

wejście na Psiloritis początek

Wejście na Psiloritis

Wejść na Psiloritis jest kilka – ja wiem o dwóch. Ale opowiem tylko o jednym, ponieważ drugiego nie sprawdziłam i nie chcę udawać eksperta. Poza tym – podobno – moje jest łatwiejsze i dość przyjemne. Mogę to potwierdzić. Idziemy wytyczoną ścieżką i właściwie nie musimy używać rąk, żeby dostać się na szczyt. To było dla mnie najbardziej zaskakujące, bo byłam przyzwyczajona raczej do chodzenia po kamieniach i wypatrywania drogi wydeptanej przez innych ludzi.

Wejście na Psiloritis zaczyna się przy schronisku Mygero (Λάκος Μυγερού) na wysokości około 1600 m.n.p.m. Prowadzi tam asfaltowa droga. Jest też normalny parking. Bez problemu można tam dojechać zwykłym samochodem. Schronisko jest otwarte i wystarcza ono do tego, żeby osłonić się przed wiatrem i deszczem, gdyby doszło do załamania pogody. Niestety, jest w dość wątpliwym stanie, jeżeli chodzi o czystość (zwłaszcza toalet). Ludzie, którzy je odwiedzają, po prostu o nie nie dbają. Na upartego można się tam przespać we własnym śpiworku – chociaż nie jesienią i zimą, bo w środku jest nieco zimno (jest koza i kominek, ale szczerze wątpię, że ich odpalanie jest rozsądne).

Wystarczy stanąć tyłem do schroniska, aby zobaczyć ścieżkę na Psiloritis. Ścieżka przez długi czas składa się z płaskich kamieni, po których idzie się bardzo wygodnie. Później szlak nadal jest bardzo widoczny, ale idzie się po szutrze. Napotkać można różne oznaczenia, jednak nawet bez nich nie można się zgubić. Ogólnie nie jest to trudna wycieczka. Nie są potrzebne specjalne umiejętności i sprzęt (poza bardzo wygodnymi butami). Jedyna trudność polega na tym, że idzie się pod górę (a zdarzają się strome podejścia). No i zmieniające się warunki pogodowe.

Trasa na Psilotiris ze schroniska Mygero ma około 5 kilometrów. Przejście w obie strony (z racjonalnymi przerwami) zajmuje około 5 godzin. Chociaż ze ścieżki nie widać szczytu, można podziwiać inne widoki – góry, a także wybrzeża, które przy dobrej pogodzie są bardzo dobrze widoczne.

W nagrodę za zdobycie szczytu Psiloritis można zrobić sobie przerwę na jedzenie oraz uderzyć w dzwon. O ile oczywiście pozwoli na to pogoda. Nam się nie udało przez szalejący wiatr (dlatego też nie mam zbyt wielu zdjęć – na moim Instagramie można zobaczyć filmy). Nadrobiliśmy to w schronisku na dole. Tym samym mam powód, żeby wrócić na Psiloritis.

j